Wielkie emocje w Nantes i koniec marzeń o awansie

🕔04.Grudzień 2018, 21:41:48

Reprezentacja Polski przegrała w Nantes ze Szwecją 22:23 (5:10). Do przerwy Biało-Czerwone grały bardzo nieskutecznie i nic nie zapowiadało emocji, których byliśmy świadkami w drugiej połowie. W tej Polki pokazały charakter do walki, odrobiły straty, a nawet objęły prowadzenie. W dramatycznej końcówce lepsze były jednak Skandynawki i odebrały zawodniczkom Leszka Krowickiego szanse na awans do kolejnej rundy EHF EURO 2018.

Przypomnijmy, że decyzją sztabu szkoleniowego doszło do zmiany w składzie naszej reprezentacji. W miejsce Sylwii Lisewskiej w protokole pojawiła się Ewa Urtnowska. Dodatkowo mieliśmy przymusową absencję Karoliny Kochaniak, która została zdyskwalifikowana na jedno spotkanie ze względu na faul na Anne Mette Hansen w niedzielnej potyczce z Danią. Zgodnie z regulaminem turnieju Leszek Krowicki mógł skorzystać zatem tylko z piętnastu piłkarek.

Pierwszą siódemkę utworzyły Adrianna Płaczek w bramce, Kinga Grzyb i Aneta Łabuda na skrzydłach, Joanna Drabik na kole oraz tercet rozgrywających Monika Kobylińska – Kinga Achruk – Karolina Kudłacz-Gloc. Ta pierwsza bardzo szybko, i to dwukrotnie, powstrzymała Jaminę Roberts oraz swoją klubową koleżankę z Fleury – Louise Sand. Największe zagrożenie w drużynie Szwedek stanowiła początkowo Nathalie Hagman, autorka aż trzech z czterech pierwszych trafień rywalek.

Biało-Czerwone, choć w tej fazie zawodów zmarnowały rzut karny, warto pochwalić za czyste konto w obronie podczas gry w osłabieniu liczebnym. Dość szybko na boisku pojawiły się najpierw Joanna Wołoszyk, a potem Aleksandra Rosiak, zmieniające Karolinę Kudłacz-Gloc. Spotkanie ze względu na dużą liczbę błędów z obu stron i niezbyt wysokie tempo nie mogło się podobać, nic więc dziwnego, że już w 14’ przy korzystnym dla Szwecji stanie 4:3 o czas poprosił trener Henrik Signell.

Reprymenda niewiele pomogła, to wciąż nominalne gospodynie prowadziły, ale przy lepszej skuteczności Polek przegrywałyby bezdyskusyjnie kilkoma oczkami. Ratowała nas wprawdzie Płaczek, jednak gdy minęło już 11 minut od ostatniej skutecznej akcji, na rozmowę zaprosił swój zespół Leszek Krowicki. Zbliżaliśmy się do 1/3 spotkania, a Biało-Czerwone przegrywały wtedy 3:5.

Po powrocie na boisko nasza kapitan podała piłkę w ręce rywalek, a leworęczna Hanna Blomstrand przebiła się z rzutem na 6:3. Niedługo potem na 7:3 trafiła Linn Blohm. Dopiero po tym ataku, już po wymianie prawie całej wyjściowej siódemki i kwadransie bez gola, celnie rzuciła Kinga Grzyb. Straty zmniejszyła później Aleksandra Zych, a ze względu na słabe ataki Szwedek, pojawiły się nawet szanse na trafienie kontaktowe. Z drugiej linii nie mogła się przebić Joanna Kozłowska, problemy fizyczne ograniczały poczynania bardziej doświadczonych rozgrywających, stąd taki a nie inny obraz całej reprezentacji.

Ostatnie trzy ciosy przed zmianą stroną zadały Skandynawki, które jako jedyne zdołały zaliczyć dwucyfrową zdobycz bramkową.

W pierwszej odsłonie Biało-Czerwone zanotowały 25% skuteczności w ataku i 50% w obronie, rywalki odpowiednio miały w tych rubrykach 43 i 58%.

Drugą połowę od efektownej bomby rozpoczęła Monika Kobylińska. Szwedki dość szybko odpowiedziały dwoma trafieniami. Mając zresztą komfort możliwości zremisowania meczu bez żadnych konsekwencji, nie musiały forsować tempa i może czasem nieco lekceważyły przeciwniczki.

W 36’ po karnym Kingi Grzyb przewaga Skandynawek stopniała do stanu 10:13. Znakomita Adrianna Płaczek mogła tylko żałować, że jej liczne parady nie przekładały się na znaczącą poprawę wyniku. W trzecim kwadransie podopieczne Henrika Signella prowadziły najczęściej różnicą 3-4 oczek, zapraszając Biało-Czerwone do gry.

Te nie dały się długo prosić. Przepiękna wkrętka Anety Łabudy na 15:17 (46’) dała nam nadzieję, że to spotkanie można wygrać. O czas poprosił zresztą trener Krowicki, a niedługo po wznowieniu gry z karnego gola kontaktowego zaliczyła aktywna Grzyb. Ta sama piłkarka zresztą doprowadziła do wyrównania, kończąc w swoim stylu kontrę.

Mecz można było rozpoczynać na nowo, a przecież w tym momencie nie mogliśmy wiedzieć, jak potoczy się spotkanie Danii z Serbią i czy nawet najmniejsze zwycięstwo nie da nam awansu do najlepszej dwunastki. W Biało-czerwone wstąpiła nowa energia. Przy stanie 18:18 po sytuacyjnej bramce Kingi Achruk time-out wziął Henrik Signell.

Polki, choć przy grze w osłabieniu po karze dla Ewy Urtnowskiej, po raz pierwszy od ponad 50 minut wyszły na prowadzenie. Znów nieoceniona okazała się Kinga Grzyb, dla której był to już ósmy gol. Na trzy minuty przed końcową syreną wciąż był remis, ale gdy rezerwowa Johanna Bundsen zastopowała przy stanie 22:21 rzut kapitan Kudłacz-Gloc, Szwedki były już znacznie bliżej zadowalającego je rozstrzygnięcia.

Hagman zepsuła wprawdzie swój atak ze skrzydła, jednak odgwizdane przewinienie ofensywne Moniki Kobylińskiej zniweczyło nasza nadzieję choćby na jednobramkową wygraną.

EHF EURO 2018 / grupa A / 3. seria spotkań:

SZWECJA – POLSKA 23:22 (10:5)

Szwecja: Idehn, Bundsen – Mellegard 1, Stromberg 1, Blohm 2, Roberts 1, Sand 2, Gustin 2, Lagerquist 1, Gullden 1, Blomstrand 4, Hagman 4, Massing 1, Jacobsen, Alm 3.

Polska: Płaczek, Gawlik – Łabuda 2, Kobylińska 3, Grzyb 9, Matuszczyk 1, Kudłacz-Gloc 2, Zych 1, Drabik 2, Rosiak, Wołoszyk, Achruk 2, Urtnowska.

Sędziowali: Ignacio Garcia Serradilla i Andreu Marin (Hiszpania).

Źródło: ZPRP